poniedziałek, 13 stycznia 2014

nowy rok, nowe możliwości

Witamy w nowym, 2014 roku! Jak tam postanowienia noworoczne? Dalej przy nich trwacie, czy może amnezja po-sylwestrowa skutecznie pozwoliła Wam zapomnieć o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło ... 
My w tym roku nie zdążyliśmy nawet dobrze pomyśleć o noworocznych postanowieniach, a tu już 2014. Święta Bożego Narodzenia, oraz okres noworoczny przemknął bardzo szybko. Będąc w Polsce świąteczną atmosferę czuć było już od pierwszych tygodni grudnia. Począwszy od pierwszej świecy adwentowej w kościele, poprzez świąteczne porządki (czego szczerze nienawidziłam! :D), aż po smak i zapach świątecznych potraw, śpiew kolęd i blask choinki w ciemne grudniowe popołudnia. Tutaj z kolei zupełnie inaczej. To już nasze trzecie święta poza domem (zleciało, nie?) W natłoku przeróżnych spraw i obowiązków atmosfera świąteczna była praktycznie niezauważalna, jedynie choinki i ozdoby przypominać mogły o Bożym Narodzeniu, jednak były one wyeksponowane na tyle szybko (bo już w okolicach października), że zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić i zupełnie ignorować po pewnym czasie. Chcąc zachować przynajmniej resztki tradycji, jak co roku postanowiliśmy ulepić pierogi. Zaprosiłam koleżanki (które jak mówiły z lepieniem pierogów do czynienia nigdy nie miały) i jazda! Farsz z kapustą i grzybami (który notabene przygotował Bartek według swojej tradycyjnej receptury :D) wyszedł wyśmienicie, był jednak zbyt kwaśny dla Tajlandczyków jak się okazuje. Jako, że sezon wakacyjny w pełni, postanowiliśmy również ulepić parę pierogów z jagodami, które w smaku przypominały te zjadane na Mazurach podczas wakacji (rewelacja!). Tuż przed wigilią wybraliśmy się do znajomych na uroczystą kolację. Była zorganizowana w stylu mieszanym. Polska tradycja (opłatek, choinka, biały obrus) mieszała się z australijskimi potrawami (pieczona szynka, indyk, krewetki ...), były też kolędy, które skutecznie wpisywały się w świąteczną atmosferę, za co wszystko bardzo dziękujemy Ani i Marcinowi. 24 grudnia natomiast, oprócz tego, że pracowaliśmy do późnych godzin popołudniowych, umówiliśmy się z grupą znajomych na kolację wigilijną (w domu, w którym mieszkaliśmy przed wyjazdem do Polski). Był barszcz z uszkami, pierogi ryba, nie zabrakło też kolęd i opłatka, co więcej wybraliśmy się również na pasterkę, także atmosfera ogólnie rzecz biorąc była bardzo przyjemna, jednak jak się okazuje to nie to samo co w Polsce ... W pierwszy dzień świąt w Australii zamknięte jest prawie wszystko, nawet (o dziwo!) wiecznie otwarte baseny, dlatego wszyscy wtedy mają wolne i spędzają czas wraz z rodzinami. My postanowiliśmy pójść australijskim tropem i zorganizowaliśmy sobie grilla . Pogoda jednak nieszczególnie dopisała, bo zamiast narzekać na grudniowe upały było chłodno i deszczowo. Drugi dzień świąt był już natomiast dniem roboczym, dlatego okres świąteczny umknął nam bardzo szybko i prawie niezauważalnie. Podobnie było z nowym rokiem i sylwestrem. 31 grudnia spędziliśmy w pracy, wieczorem wybraliśmy się natomiast ze znajomymi na północna stronę miasta, aby z klifu móc podziwiać fajerwerki. Tuż po północy przetransportowaliśmy się do domu przy plaży Tamarama, gdzie do godzin porannych czekaliśmy na wschód słońca, który był po prostu zachwycający. Do domu dotarliśmy około godziny 8 rano, kompletnie wykończeni ale za to bardzo zadowoleni.  Pierwszym dniem nowego roku nie było nam dane raczyć się zbyt długo, a to nie tylko dlatego, że obudziliśmy się dopiero wczesnym popołudniem, ale również  zmęczenie było na tyle silne, że po krótkim spacerze nad zatoką zasnęliśmy bardzo wcześnie wieczorem. Z kolei następny dzień stycznia był już dla nas normalnym dniem pracy, także można by powiedzieć, że machina ruszyła na nowo .... Nie ma jednak co narzekać, bo ogólnie wszystko układa się całkiem nieźle. No chyba, że mówimy o wizie, która wygasła nam wraz z końcem zeszłego roku, a nowej jeszcze nie ma, co oznacza, że mamy 28 dni na opuszczenie kraju albo ... załatwić trzeba nową :)

To tyle na dziś.

See Ya!

Brak komentarzy: