Środa, czwartek, piątek sobota i niedziela... tyle właśnie mieliśmy dni by uporać się z "jet leg'iem" i nowo otaczającą nas rzeczywistością :)
Po wylądowaniu w środę rezydent zabrał nas do uprzednio załatwionego pokoju. Mieści się on w domku parterowym z widokiem na Botany Bay w dzielnicy Arncliffe. Znaczy ... no nie przesadzajmy domek mieści się na wzgórzu dlatego z okna widać trochę wody, a do samej zatoki mamy jakieś 3 km :p. Mieszkanko bardzo schludne, mamy do dyspozycji duuuży pokój, kuchnię, łazienkę, dwa pokoje gościnne no i ogród. Mieszkamy z parą z Polski (dumnie (?) mogą nazywać się już Australijczykami bowiem posiadają tutejsze obywatelstwo) i z Krzysiem od którego pokój najmujemy (nota bene też Polak). Po ponad 48 godzinnej podróży zmęczenie dawało nam o sobie znać, jednak żeby odpowiednio przestawić się na czas australijski postanowiliśmy nie kłaść się spać (ołłł jea, nawet nie czuje jak rymyję :D). Poszliśmy więc rozejrzeć się po okolicy, na pierwszy rzut poszła wspomniana już wcześniej zatoka - piaszczysty brzeg, błękitna woda, z resztą ... wszystko widać na zdjęciach :) Później uderzyliśmy na woolworth'sa (sklep pokroju polskiego TESCO) żeby zobaczyć jak się ceny mają. No i mają się całkiem nieźle, po przeliczeniu 1 do 1 artykuły są sporo tańsze niż w Polsce, jednak jak wiezie się ze sobą PeeLeNy to nie jest już tak kolorowo bo przelicznik AUD nie jest po tym względem najkorzystniejszy. Zrobiliśmy najpotrzebniejsze zakupy po cenach tak promocyjnych jak tylko się dało i wróciliśmy do domu. Jakie było nasze zdziwienie, gdy wychodząc ok.18 ze sklepu na zewnątrz panował już zmrok (podobno w lato też szału nie ma bo ciemno jest już ok 20). Wymęczeni podróżą, pełni wrażeń zasnęliśmy dość szybko. W czwartek z kolei postanowiliśmy załatwić formalności związane z naszym przyjazdem. Ok 15 wyruszyliśmy do biura, które mieści się w centrum Sydney, zanim dotarliśmy była już 16 dlatego zdążyliśmy załatwić tylko australijskie startery do telefonów i kartę ubezpieczeniową. Bartek dowiedział się też, że jeśli chce pracować w budowlance powinien wyrobić sobie "white card" (coś takiego jak u nas kurs BHP) ale żeby nie było zbyt miło i przyjemnie kurs był dnia następnego o godzinie 9:00, oczywiście po angielsku (którego w nawet najmniejszym stopniu nie zna :D ). Nic to jednak dla mojego Pyszczka, przyjął to na klatę i już po 15 w piątek był posiadaczem owej karty. W piątek odwiedziliśmy również bank w celu założenia konta, koniecznie wspólnego żebym z łatwością mogła defraudować ciężko zarobione pieniądze współwłaściciela :p Piątkowego wieczoru zorganizowaliśmy sobie również wyciskającą łzy z oczu, do granic możliwości romantyczną kolację pod operą (czyt. zakupiliśmy "pasta for 2" w Pizza Hut, znaleźliśmy wolną ławkę i skonsumowaliśmy posiłek). Widok opery nie rzucił nas na kolana ale trzeba przyznać, że ogólnie samo miejsce robi wrażenie. Masa ludzi, ogromne wieżowce wokół, kolorowe światła... czyli prawie tak jak w centrum Zabrza wieczorową porą :D. Sobotę i niedzielę ambitnie chcieliśmy spędzić na zwiedzaniu miasta, jednak przeziębienie, które załapałam w samolocie i pogoda nie sprzyjały, dlatego przeszliśmy się tylko po okolicy w celu poszukiwania miejsca pracy (ubyły mi całe dwie CV'ki :/ - łał, na pewno się ktoś odezwie). Dziś z kolei w strugach deszczu (taaaaak w Australii jest zimniej niż w Polsce, grzejemy farelką i przemakamy do suchej nitki) ruszyliśmy do polskiego kościoła w Ashfield (wiecie, że tutaj zbierają dwa razy na tacę?! no ale przecież kto bogatemu zabroni...). Do domu wróciliśmy zupełnie przemoczeni i tak od 14 grzejemy pod kocem dupki i serfunejmy (nie, nie po falach tylko ... ) po Internecie.
W ramach podsumowania:
Pierwsze wrażenie ogólnie niezłe, za oknem rosną palmy, na trawnikach biegają jaszczurki a papugi siedzą na drzewach. Na ulicach statystycznie częściej można spotkać Hindusa, Chińczyka lub Japończyka a nie Australijczyka. Pogoda zamiast być sprzyjająca opalaniu sprzyja bardziej jesiennej depresji. Jutro idziemy pierwszy dzień do szkoły (chyba z tego tytułu kupimy sobie tytę) a we wtorek Bartek ma dzień próbny w pracy. Nooo to uśmiechniętej niedzieli! :)
See Ya!
6 komentarzy:
zrób mi zdjęcie papugi siedzącej na drzewie :D haha :D
buziale ;*
a ja chce zobaczyc wasze tyty;p
anna.huber22
moj skype;)
tyte to będą mieć jak upiją się za pierwszą wypłatę ;D
to chyba dziś (... a wypłaty jeszcze nie było :D)
jak beda mieli wyplate;p widzisz nula, u nas to byscie posiedzieli na pstrolu, drinka wysaczyli...;) jak w koncu z ta Twoja robota?
Prześlij komentarz