No i się stało ... ogarnęła nas smutna i niestety bardzo prawdziwa szara rzeczywistość. Wydawać by się mogło, że wyjeżdżając w tak odległą podróż nawet na tak długi okres czasu nie dopadnie nas rutyna. Niestety bardzo Was zasmucę, stało się inaczej - po miesiącu pobytu w kraju kangurów chyba nas dopadła. Szerze powiedziawszy to w sumie nawet nie ma się czym w tym tygodniu chwalić. Bart wstaje codziennie o 5 by dostać się do pracy na 7, o 16 zaczynamy zajęcia w collage i wracamy do domu ok 21 (ostatnio nawet musieliśmy się zwolnić z połowy zajęć żeby zdążyć zrobić zakupy, bo lodówa była pusta) ... i tak codziennie. Jak się okazało praca moja nie jest tylko weekendowa bowiem ostatnie 5 dni nie robiłam nic innego tylko biegałam od stolika do stolika i "zadowalałam" klientów za przysłowiową "miskę ryżu" (bo inaczej tego wyzysku, który uprawia mój szef nazwać nie można, no ale jak to się mówi - każdy grosz się przyda). Swoją drogą to w życiu jedynym nie przypuszczałabym, że nogi mogą tak bardzo boleć. Bieganie za młodu na różnych dystansach nie sprawiało mi tyle bólu ile 10h pracy stojącej :/ Dodatkowo z mniej wesołych wieści jedyny dzień w tygodniu, który mogliśmy spędzić na wspólnym leniuchowaniu (niedziela), a tym samym na zwiedzaniu okolicy spędziliśmy i tak osobno bo tego wymagały moje obowiązki. Kolejne dwa tygodnie zapowiadajś się tak samo ... ale się nie damy, robimy wszystko żeby ustawić się tu lepiej :p (czyt. ciężko pracować w tygodniu by w weekend szaleć na BBQ :D). Dowiedziałam się ostatnio, że zostanie ratownikiem na basenie w Sydney nie jest wcale takie trudne, trzeba jedynie zrobić kurs pierwszej pomocy oraz przejść jednodniową rekwalifikację (do osiągnięcia czego dążyć będę jak najszybciej). Jakby tego było mało na gruponie znalazłam kurs "fisrt aid" -50%, także są i pozytywne aspekty minionego tygodnia. Jedynym problemem jaki wystąpił jest teraz brak środków na koncie bowiem Bart jeszcze nie dostał wypłaty a ja dostaję "do ręki" :D (a oferta wygasa za jakieś 10h). Nie ma jednak tego trudnego czego byśmy nie ogarnęli! :) mam nadzieję, że uda mi się coś pozałatwiać i kupon z grupona jeszcze dziś będzie mój! :) Zawsze to dodatkowe 50$ w kieszeni :) Wczoraj na szybko przenieśliśmy się też do nowego pokoju, mamy wieeeeelką szafę z lustrami na całej ścianie i pełno miejsca na ubrania (trzeba chyba iść na jakieś zakupy :D). Najbardziej przyjemnym momentów w minionym tygodniu była jednak impreza urodzinowa Helia (Brazylijczyka), która odbyła się w piątek po szkole (a w sobotę z rana do pracy wstać było ciężko :D) ... zdjęcia dodane, więc miłego przeglądania! :)
See Ya!
4 komentarze:
Trzymam za Was mocno kciuki i gratuluję Wam odwagi:). Z ogromną ciekawością ale i nie ukrywam, że też z zazdrością, czytam Waszego bloga. Pozdrowienia z pięknego Bytomia:)
"nie ma tego złego, czego ... nie ogarnie wiedza." "Masz dwie ręce, to kombinuj, człowieku czynu, obieraj azymut!"
Same mądrości w tym naszym polskim hh.
buźkaaa ;*
w tym drugim cytacie bodaj zapomniałaś o jednym istotnym rzeczowniku, którego akurat chyba jednak nie posiadam :p
słowo to nie przeszło cenzury ;D
Prześlij komentarz