poniedziałek, 14 listopada 2011

wypad za miasto

Po niemalże dwumiesięcznym pobycie w Sydney wybraliśmy się za miasto :) na początku w ramach sprostowania - nie byliśmy w Byron Bay tylko w Crescent Head (generalnie nie ma to zbyt dużego znaczenia - było pięknie!). Wyruszyliśmy w piątek po pracy w sześciogodzinną podróż do buszu ... środek lasu, znaki "uwaga koale", żadnego sklepu wokół i zasięgu w telefonie, jedynie mały camping z miejscem na ognisko i przepiękna plaża z falami do surfingu... Na miejsce dotarliśmy niedługo przed północą, wszyscy byliśmy w miarę jednakowo zmęczeni, nie tylko samą podróżą ale także całym tygodniem  pracy, nic to jednak dla żądnych przygód podróżników :D od razu ruszyliśmy na ognisko zapoznawcze. Grupa nasza liczyła 12 osób - 10 "studentów", nauczycielka (Marry) i nasza szkolna recepcjonistka (Dvorah). Ognisko jak to ognisko każdy w swoim kraju ma podobne, jednak plaża przy pełni księżyca wygląda bajecznie! Zanim nacieszyliśmy się miejscem do którego przybyliśmy była już 2 w nocy, poszliśmy spać by rano móc zakosztować prawdziwego surfingu! :) Zostaliśmy obudzeniu ok 7:30 przez jednego z instruktorów, szybkie śniadanko i jazda na wodę. Niestety ... umiejętności i wiedza, które posiadamy z wypadów na snowboard, windsurfing i kitesurfing miały się nijak do tego co spotkało nas na plaży. "Łapanie fali" jak się okazało nie jest wcale takie proste, nie dość, że trudno wskoczyć w odpowiednim momencie na deskę to jeszcze woda zasolona niczym Martwe Morze - ohydztwo!! :D ale przecież żadne to dla nas problem, ćwiczyliśmy, ćwiczyliśmy, ćwiczyliśmy bez ustanku przez trzy lekcje :) na ostatniej udało nam się wskoczyć na deskę - sukces! :D Przy okazji z soboty na niedzielę zaliczyliśmy całkiem przyjemną imprezę w gronie międzynarodowej ekipy "surferów" no i muszę się pochwalić, że w buszu ugryzła mnie ogromniasta mrówa (przez chwilę życie stanęło mi przed oczami i widziałam światło w tunelu alee ... okazało się, że zwykła maść przyniosła ukojenie :D). Do domu wróciliśmy w niedzielę wieczorem zmęczeni i pełni wrażeń. Jakby tego było mało w czwartek (przed wyjazdem) zaliczyliśmy wycieczkowe zajęcia w szkole. Na jednej z najpopularnijeszych plaż w Sydney Bondi Beach od niedawna zobaczyć można bardzo ciekawą ale zarazem dość oryginalną wystawę po tytułem "sculpture by the sea". Pogoda dopisała, zdjęca w galerii - miłego oglądania!! :)

See Ya!
 

Brak komentarzy: