... wcześniej niż oczekiwaliśmy przyszły te cieplejsze dni. Wiosna ach to ty! :D Parafrazując słowa jakże popularnego w ojczyźnie muzyka chcielibyśmy ogłosić wszem i wobec, że wiosna u nas pełną gębą :D Nie żebyśmy się chwalili ale od wczoraj mamy jakieś 28 - 30'C. Ciepło, miło i przyjemnie- w końcu!! :) (to nic, że pogoda na przyszły tydzień deszczowa... ważne, że weekend był ciepły! :) )
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy na realizacji dość monotonnych, codziennych obowiązków. Od poniedziałku do piątku pobudka o 4:55 (Bart z racji tego, że jest mężczyzną wstaje jakieś 30 min później, co uważam za jawną dyskryminację ze względu na płeć! :D), wracamy ok 21 - papu, siusiu, paciorek i spać :) i tak dzień dnia to samo ... Jednak są też odstępstwa od tych reguł. Na przykład podczas gdy w Polsce przeciętny obywatel spędza czas dumając o zmarłych członkach rodziny tutaj Australijczycy celebrują Melbourne Cup. Jakież było moje zdziwienie gdy 1 listopada do kawiarni gdzie pracuje wchodziły pięknie odziane panie w kapelutkach na głowie z pięknie odzianymi panami pod krawatem (chociaż w sumie "piękno" jest pojęciem względnym" :/). Ludzie tego dnia wyglądali jakby szli co najmniej na ślub Kate Midelton i Księcia Williama :D oprócz tego prawie nikt nie pracuje (nie licząc oczywiście imigrantów :D) i wszyscy piją duuużo alkoholu (następnego dnia miałam w kawiarni samych skacowanych biznesmenów:D). Okazało się, że w szkole też nie było normalnych zajęć, przecież nauczyciele też są ciekawi czy koń, na którego postawili swoje ostatnie w tym miesiącu dolary wygra czy też dotrze do mety na drugim, trzecim czy ostatnim miejscu. Wobec tego pierwszy blok zajęć spędziliśmy w pubie popijając zimne piwko fascynując się biegającymi końmi z liliputowymi człowieczkami na grzebiecie. Z kolei na drugim bloku zorganizowano nam naszą własną, ogólnoszkolną gonitwę. Niestety ani grupa Bartka (w której był dżokejem :D) ani moja grupa nie zwyciężyły (chyba za dużo tego zimnego piwka przed gonitwą).
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy na realizacji dość monotonnych, codziennych obowiązków. Od poniedziałku do piątku pobudka o 4:55 (Bart z racji tego, że jest mężczyzną wstaje jakieś 30 min później, co uważam za jawną dyskryminację ze względu na płeć! :D), wracamy ok 21 - papu, siusiu, paciorek i spać :) i tak dzień dnia to samo ... Jednak są też odstępstwa od tych reguł. Na przykład podczas gdy w Polsce przeciętny obywatel spędza czas dumając o zmarłych członkach rodziny tutaj Australijczycy celebrują Melbourne Cup. Jakież było moje zdziwienie gdy 1 listopada do kawiarni gdzie pracuje wchodziły pięknie odziane panie w kapelutkach na głowie z pięknie odzianymi panami pod krawatem (chociaż w sumie "piękno" jest pojęciem względnym" :/). Ludzie tego dnia wyglądali jakby szli co najmniej na ślub Kate Midelton i Księcia Williama :D oprócz tego prawie nikt nie pracuje (nie licząc oczywiście imigrantów :D) i wszyscy piją duuużo alkoholu (następnego dnia miałam w kawiarni samych skacowanych biznesmenów:D). Okazało się, że w szkole też nie było normalnych zajęć, przecież nauczyciele też są ciekawi czy koń, na którego postawili swoje ostatnie w tym miesiącu dolary wygra czy też dotrze do mety na drugim, trzecim czy ostatnim miejscu. Wobec tego pierwszy blok zajęć spędziliśmy w pubie popijając zimne piwko fascynując się biegającymi końmi z liliputowymi człowieczkami na grzebiecie. Z kolei na drugim bloku zorganizowano nam naszą własną, ogólnoszkolną gonitwę. Niestety ani grupa Bartka (w której był dżokejem :D) ani moja grupa nie zwyciężyły (chyba za dużo tego zimnego piwka przed gonitwą).
Weekend jak to weekend, rozpoczął się od zahaczenia o pub po piątkowych zajęciach. W sobotę postanowiliśmy wykorzystać pikną pogodę i wybraliśmy się do Royal Botanic Gardens. Pięęęęknie było :) masa zieleni, ogromne drzewa, papugi kakadu na drzewach (Kosi zdjęcie w galerii specjalnie dla Ciebie :p) no i zwisające nietoperze wyglądające niczym małe batmany - coś niesamowitego! :) Opera z drugiej strony też wygląda olśniewająco, zwłaszcza gdy podziwia się ją siedząc na kamieniach nad brzegiem Farm Cove :)
Dziś też nie próżnowaliśmy ... wybraliśmy się z resztą międzynarodowych znajomych na pierwsze w tym roku plażowanie. Zapomniałam niestety zabrać ze sobą baterii do aparatu, więc zdjęć z tej wyprawy nie będzie ale nie ma czego żałować czerwone noski nie są zbyt fotogeniczne :D poza tym dość szybko piękna pogoda przerodziła się w totalną ulewę i musieliśmy wrócić do domu. To chyba nawet lepiej bo jutro pobudka trochę wcześniej niż zwykle :/
Dziś też nie próżnowaliśmy ... wybraliśmy się z resztą międzynarodowych znajomych na pierwsze w tym roku plażowanie. Zapomniałam niestety zabrać ze sobą baterii do aparatu, więc zdjęć z tej wyprawy nie będzie ale nie ma czego żałować czerwone noski nie są zbyt fotogeniczne :D poza tym dość szybko piękna pogoda przerodziła się w totalną ulewę i musieliśmy wrócić do domu. To chyba nawet lepiej bo jutro pobudka trochę wcześniej niż zwykle :/
Pokrótce to tyle. Życie płynie tutaj niesamowicie szybko dlatego też postanowiliśmy korzystać ile się da - przyszły weekend wybieramy się do Byron Bay by zażyć trochę kąpieli słonecznej i poczuć się jak prawdziwi śląscy surferzy na emigracji :D wobec tego życzcie nam połamania desek - alohaaaa!! :)
See Ya! :)
1 komentarz:
rewelacja, zazdroszcze surfowania :), ale pogody wcale- nasza jest zajebiszczcza(?:D);PP. papu, siusiu paciorek i lulu..dobre;) ukorzystajcie na maxa... z mozliwosci zapieprzania;P ja tez podjelam prace w "impresji" zobaczymy. czy nie puszcze tego w cholere. pogode mamy na cuda, po 14st:) milej niedzielki sloneczka, :* z niemniej egzotycznego Zabrza;D :*:*::*:*
Prześlij komentarz