sobota, 17 grudnia 2011

coraz bliżej święta ...

Jak tam przedświąteczne nastroje? Udzieliła się już świąteczna atmosfera, czy może z powodu braku śniegu jest to niemożliwe? U nas mimo tego, że choinki, ozdoby świąteczne i wszelakiego rodzaju ornamenty pojawiły się już pod koniec października nastrój zbliżających się wielkimi krokami świąt zaczął udzielać się dopiero w okresie ostatnich dwóch tygodni. Zaczęło się w zeszły czwartek, kiedy to mieliśmy zorganizowaną przez szkołę imprezę świąteczną. Pełny parkiet ludzi przyodzianych w czerwone czapki z białymi pomponami uświadomił nam, że w zasadzie Boże Narodzenie tuż tuż. Mimo przygniatającej przewagi Azjatów zabawa była przednia. Darmowy drink na starcie, dobrze grający DJ i ludzie wokół pozwolili nam rozluźnić się w środku tygodnia przed następnym dniem w pracy, to właśnie ten czynnik spowodował, że nie było nam dane zostać na imprezie dłużej niż do 22. Pożegnaliśmy szkolnych kompanów, życzyliśmy udanych pląsów i udaliśmy się do domu, do którego mieliśmy jeszcze kawał drogi. Dnia następnego zmęczenie po całotygodniowym porannym wstawaniu i zaliczonej dnia uprzedniego imprezie sięgnęło zenitu postanowiliśmy wiec zrobić sobie dzień wolny od szkoły. Poleniuchowaliśmy całe popołudnie i położyliśmy się wcześniej spać co umożliwiło nam wyruszyć na sobotnią wycieczkę z nowymi pokładami energii. Postanowiliśmy wybrać się na wystawę street art'u, która to odbywała się na Cockatoo Island - przepiękną, maleńką wysepkę położoną zaledwie 10 km na zachód od Sydney. Na wyspie tej znajdowało się kiedyś więzienie i jedna z największych w Australii stoczni. Przemysłowy krajobraz wyspy świetnie komponował się z odbywającą się tam wystawą blisko 150 prac młodych artystów z całego świata (zdjęcia w galerii). Po powrocie do domu postanowiliśmy wykorzystać bezdeszczowy wieczór i zorganizowaliśmy sobie z chłopakami małego, podwórkowego grilla :) W niedzielę z kolei zdecydowaliśmy wybrać się do jednego z największych w Sydney outletów, w którym mieliśmy nadzieję zakupić masę ubrań i wszelkiego rodzaju niepotrzebnych, tanich rzeczy. Jakież było nasze rozgoryczenie i frustracja gdy po trzykrotnym obejściu sklepu kupiliśmy tylko jedną parę spodni za całe 7$. Nie ma jednak tego złego coby na dobre nie wyszło - zaoszczędzone pieniądze można wydać później :p Zeszły tydzień był też naszym ostatnim tygodniem w szkole, z racji zbliżających się świąt ostatnim naszym dniem w North Sydney English College był wtorek. Odebraliśmy wówczas nasze certyfikaty z wyśmienitymi ocenami na poziomie - advanced ja i intermediate - Bart (swoją drogą nie mam pojęcia jak on tego dokonał skoro przed wyjazdem nie potrafił wypowiedzieć ani jednego wyrazu w języku angielskim; mimo wszystko serdecznie gratuluje jemu i sobie też gratuluję, jesteśmy z siebie dumni :D). Tym oto sposobem zakończyliśmy pierwszy etap naszego pobytu w kraju kangurów. W związku z tym postanowiliśmy udać się w piątek na małą imprezkę do miasta. Wycieczka ta jednak okazała się być bardziej skomplikowana niż można by było przypuszczać. Chyba jeszcze nie zdążyłam wspomnieć, że Bartek znowu pracuje, dodatkowo dodam, że w dokładnie tej samej firmie, w której mu rzekomo podziękowano za współpracę. Jak tego dokonał? Zadzwonił po prostu do drugiego właściciela - praca się znalazła :D Wracając do wątku ostatniej imprezy (która w sposób bezpośredni łączy się z powrotem Bartka do pracy) mieliśmy małe turbulencje. Chłopaki (mam tu namyśli Pyszczka i dwóch naszych współlokatorów) zaproszeni zostali na Christmas Party, zorganizowane przez swoich szanownych szefów. Imprezka zaczęła się tuż po południu co jak łatwo można się domyśleć dało im sporo czasu na rozmiękczenie swoich organizmów przed wieczornym wypadem :D dotarli jednak na miejsce w dość dobrej acz lekko wskazującej formie na umówione miejsce. Poszliśmy więc do pubu gdzie po pewnym czasie ochrona podczas kupowania kolejnego piwa wyprosiła Bartka na zewnątrz argumentując, że jest zbyt pijany (uwierzcie na słowo- nie był :p) i może stwarzać niebezpieczeństwo dla reszty klientów :D dodatkowo nie oddali za dwa zakupione piwa. Rozpoczęliśmy więc rozmowę z ochroniarzem, który okazał się być ćwierć-mózgiem i totalnym arogantem, zmęczony naszymi "atakami" wyciągnął dychę z portfela i oddał za piwo z własnej kieszeni :D odebraliśmy co nasze i ruszyliśmy w poszukiwaniu następnej imprezowni. W następnym pubie również mieliśmy problemy z wejściem, tym razem z powodu krótkich spodenek. Do trzech razy sztuka, poszliśmy więc w następne miejsce, gdzie tym razem nie chcieli wpuścić Karola :D (naszego współlokatora), sytuacja jednak rozwiązała się sama bo Karol postanowił udać się do domu na zasłużony odpoczynek :) takim oto sposobem około godziny 22 rozpoczęliśmy tańce przy muzyce granej na żywo :) Dziś z kolei rozpoczął się kolejny upragniony weekend spędzony na nicnierobieniu, pogoda się poprawiła, nie pada i temperatura umożliwiająca posiadówkę na świeżym powietrzu. Zapomniałam również dodać, że w czwarte upiekliśmy przepyszne pierniczki świąteczne (za przepis serdeczne dzięki dla Cioci Kasi :p) i ubraliśmy choinkę, próbujemy zorganizować sobie przynajmniej namiastkę polskich świąt, czy się uda? To się okaże :) 

Wszystkim czytelnikom życzymy udanego weekendu i do następnego razu! :)

See Ya!

Brak komentarzy: