piątek, 18 stycznia 2013

lato w pełni

Wam też czas tak zasuwa? Ani się obejrzeliśmy a tutaj już druga połowa stycznia, co się działo w pierwszej i czemu tak szybko przeminęła?
Spróbujmy się zastanowić ... zaraz trzeciego dnia roku rozpoczęłam zajęcia w college. Business English, wraz z dobrze znaną mi z uczelni książką "Market Leader". Cały tej kurs ma jednak z biznesem tyle wspólnego ile przysłowiowy piernik z wiatrakiem. Będący Australijczykiem nauczyciel w życiu chyba nie miał styczności z biznesem, w zasadzie jestem tego pewna bowiem na co dzień jest skrzypkiem. Łatwo można wysnuć wniosek, że dyrektorzy szkół przeznaczonych dla zagranicznych studentów wychodzą z założenia, że jak już ktoś potrafi mówić po angielsku to z powodzeniem może uczyć w tym języku każdego przedmiotu, a jak jest się native speaker'em to już w ogóle bomba. Nie zważają uwagi na umiejętności i wiedzę, co jest niezwykle frustrujące bowiem szkoła była dość droga w porównaniu do collage, które są zakładane jedynie do celów wizowych. Koniec jednak z tym narzekaniem, trzeba będzie to przeboleć do końca marca i mieć nadzieję, że następna szkoła wykaże się większymi kompetencjami. Co do pracy to oboje jakoś sobie radzimy. Bart ma nieco gorzej bowiem dojazd do oddalonego o 80km Wollongong w blisko 40'C upałach średnio sprzyja dobremu samopoczuciu, jednak radzi sobie dzielnie za co jestem z niego dumna :) Jedyne czego mu zazdroszczę to tego, że po powrocie z pracy nie musi martwić się już o szkołę. W moim przypadku za wiele się nie zmieniło, po pracy kombinować muszę jak na czas dotrzeć do centrum, czemu nie pomagają obecne upały. Jedyną drobną zmianą jest to, że rozpoczęłam pracę na drugim basenie - Botany Bay Aquatic Centre. Odkryty kompleks mieści się +/- 8km od domu co jest sporym ułatwieniem. Dodatkowym plusem jest to, że atmosfera tam jest bardziej przyjacie
lska, zdecydowanie mniejszy rygor i świecące słońce wpływa bardzo pozytywnie. Co jeszcze z nowości? A no to, że w zeszłym tygodniu wybraliśmy się na finałowy mecz Agnieszki Radwańskiej. Odbywający się tuż przez wielkoszlemowym Australian Open turniej Apia International przyniósł wiele radości. Rozstawiona z numerem 1 polska tenisistka gładko pokonała Słowaczkę Dominikę Cibulkovą nie tracąc przy tym ani jednego gema. Można pokusić się o stwierdzenie jakoby nasza Isia była obecnie w szczytowej formie, bowiem od początku roku wygrała 2 turnieje nie tracąc przy tym żadnego seta. Nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za powodzenie w Melbourne, gdzie ma już za sobą trzy wygrane mecze. Całkiem nieźle radził sobie również Jerzy Janowicz, który niestety dziś odpadł z turnieju. Nie wiem czy informacja o jego ostatnim ataku złości w jakiś sposób odbiła się echem w Polsce ale australijskie media poświęciły temu dość sporo miejsca. Dla wszystkich niezorientowanych link tutaj :) W ostatni weekend żegnaliśmy się również z jednym z naszych współlokatorów, który na stałe przeniósł się do Perth. Rozpoczęta grillem impreza przerodziła się w dość udane balety w centrum miasta, która zakończyły się o wczesnych godzinach porannych.
Z kolei jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to temperatura sięgała 45'C. Niewyobrażalny upał i gorący wiatr przezwyciężyliśmy zimną Coroną z limonką ... yummmy!! :)

See Ya!

Brak komentarzy: