Nowa Zelandia jest państwem znajdującym się w południowej części
Oceanu Spokojnego, w odległości zaledwie (lub aż) 1600 km od wschodniego
wybrzeża Australii. To kraj położony na dwóch głownych, i wielu mniejszych
wyspach, z czego Wyspa Północna oddzielona jest od Południowej cieśniną
Cooka, która w najwęższym miejscu liczy 20 kilometrów. Powierzchnia państwa porównywalna
jest do Japonni, lub do Wysp Brytyjskich, jednak liczba ludności wynosi
zaledwie 4,5 miliona osób, z czego co trzeci mieszkaniec Nowej Zelandii
zamieszkuje Wyspę Północną, a 1,4 miliona z nich samo Auckland. Stolicą
kraju jest Wellington, które znajduje się w południowej części Wyspy Północnej
i jest najbardziej na południe wysuniętą
stolicą na świecie. Nowa Zelandia, jest najbardziej odizolowanym państwem na
naszej planecie, i dla nas Polaków chyba najbardziej oddalonym państwem jakie
można odwiedzić. Maorysi (czyli rdzenni mieszkańcy kraju) nazwali tę krainę Aotearoa co oznacza kraj "długiej, białej chmury", bowiem z łódek, którmi przypływali widać było
jedynie wysokie szczyty skąpane w białej chmurze. Dodatkową ciekawostką na
temat kraju jest fakt, że żyje tam 7 razy wiecej owiec niż ludzi (niektóre statystki podają nawet, że 12 ... tak czy siak- duuuużo).
Wszystko to, oraz masa innych, równie ciekawych rzeczy
zachęciło nas do odwiedzenia Nowej Zelandii. Po dość napiętym okresie, jakim
była koncówka poprzedniego, oraz początek obecnego roku w końcu nadszedł czas
wyprawy. Na samym początku musimy
zaznaczyć, że opis naszej podróży, oraz zamieszczone w galerii zdjęcia mają się
nijak do tego co zobaczyliśmy. Ani opis, ani zdjęcia nie oddają piękna, oraz
ogromu otaczającej nas przyrody, które było dane nam zobaczyć. Uchwycone przez
aparat momenty to tylko cząstka tego co udało nam się doświadczyć. Początek naszej przygody okazał się być pechowy bowiem mieliśmy drobne problemy z lotem, który odwołany
został na 10 minut przed wyjściem z domu, jednak szybko udało nam się
zarezerwować lot na dzień następny i już 3.05 byliśmy w Auckland. Niestety
z powodu opóźnionego lotu, straciliśmy cały dzień, który zaplanowaliśmy na
zwiedzanie miasta. Dlatego też zaraz po przylocie nie tracąc czasu szybko
załatwiliśmy wszelkie formalności związane z odprawą, oraz wynajmem
samochodu i wyruszyliśmy na wycieczkę po mieście. Szybki spacer po okolicy,
oraz wjazd na najwyższą na półkulli południowej wieżę- Sky Tower (328m) były
wystarczającymi atrakcjami jak na pierwszy dzień. Z samego rana dnia
następnego wyruszyliśmy w kierunku południowym, do Waitomo Caves, rejonu pod
powierzchnią którego znajdują się jaskinie skalne o łącznej długości 45 km.
Zaopatrzeni w pianki, buty, kaski, latarki i gumowe koła (służące za tratwy) wybalimy
się do Glow Worm Caves, w której wnętrzu mogliśmy zobaczyć osadzone na ścianach "świecące robaczki", przypominające gwiazdy na bezchmurnym niebie.
Były one szczególnie atrakcyjne wówczas gdy wyłączyliśmy umieszczone na kaskach
lampki. Przeciskanie się przez wąskie szczeliny ciemnej jaskini, oraz skoki z
wodospadów w wodzie nie przekraczającej
10’C było było bardzo atrakcyjnym wstępem do naszej dwutygodniowej wycieczki.
Z Waitomo, tego samego dnia ruszyliśmy w kierunku wschodnim. Po drodze
zboczyliśmy do małej miejscowości o jakże dźwięcznej nazwe- Matamata, w
okolicach której kręcony był Władca Pierścieni. Punktem docelowym tego dnia
była Rotorua, miejscowość położona jest na terenach wulkanicznych, w okolicach
której znajdują się czynne gejzery, oraz źródła termalne, w wodach których
przyjemność mielśmy się wykąpać. Zapach siarki, przypominający fetor zgniłych
jaj ogarniający całą okolicę początkowo był nie do zniesienia, jednak kąpiel w
wodach o temperaturze 42’C zrekompensowała nam pewne niedogodności. Kolejnego
dnia z samego rana wybraliśmy się z kolei do Parku Wai-o-Tapu,
najbardziej kolorową i zróznicowaną geotermalnie okolicę kraju, w której
widzieliśmy tryskający na wysokość 20m Gejzer Lady Knox, a także błotne, oraz kolorowe
jeziora, których wody osiągają temperaturę 100’C. Po blisko dwu-godzinnym
spacerze ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Tangariro, który jest najstarszym parkiem narodowym w kraju, gdzie zostaliśmy na
noc. Pogoda niestety nie dopisała i zaplanowany na dzień następny spacer wzdłuż (podobno) jednej z najpiekniejszych jednodniowych tras Nowej Zelandi- Alpine Crossing, okazał sie być
walką z deszczem i wiatrem. Przemierzając trasę przechodziliśmy nawet przy czynnych wulkanie Ruapehu, jednak gęsta mgła uniemożliwiła nam jego podziwianie. 18-sto kilometrową wędrówkę przerwać musieliśmy w
połowie drogi, gdzie prędkość wiatru była tak duża, że postanowiliśmy zawrócić do auta
i stamtąd ruszyć w kierunku Wanganui, gdzie zaplanowany mieliśmy kolejny
nocleg. Jak się okazało właścicielem motelu, w którym spaliśmy był Pan Nowak- Niemiec polskiego pochodzenia, który przeniósł się do Nowej Zelandii wraz
z całą rodziną 4 lata temu. W miejscowości tej jedliśmy też najtańszy
obiad, za który za dwie osoby zapłaciliśmy jedyne $8. Wydawać by się mogło, że cena wpłynąć
może na jakość potrawy, jednak ryba z frytkami smakowała wyśmienicie, nawet
za tak symboliczną opłatą. Z Wanganui, wzdłuż wybrzeża ruszyliśmy w
kierunku stolicy Nowej Zelandii- Wellington gdzie dotarliśmy w godzinach
popołudniowych. Niestety bardzo silne wiatry, oraz deszcz ograniczyły nam
możliwość zwiedzania. Postanowiliśmy jednak wybrać się samochodem wzdłuż lini
brzegowej gdzie podziwiać mogliśmy cudowną panoramę miasta. Naszą uwagę przykuły również znajdujące się tam u podnóży gór garaże, a przy nich gondole, które z racji sporego kontu nachylenia były jedynym możliwym transportem do domów znajdujących się na szczytach. Wieczorem
z kolei wybraliśmy się na szybki spacer po porcie, gdzie znaleźliśmy
sporych rozmiarów tablicę upamiętniającą Dzieci z Pahiatau. Jak się okazało chodzi o przybyłą w roku 1944 pochodzącą
z Polski załogę statku składającą się z 733 osieroconych w wyniku wojny dzieci i 105 opiekunów, którzy osiedlili się w Nowej Zelandii tworząc grupę polonijną. Natomiast dnia następnego o godzinie 9 rano wyruszyliśmy promem na Wyspę Południową o której w następnym poście.
cdn.
cdn.
See Ya!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz