wtorek, 20 maja 2014

Nowa Zelandia- Wyspa Północna

Nowa Zelandia jest państwem znajdującym się w południowej części Oceanu Spokojnego, w odległości zaledwie (lub aż) 1600 km od wschodniego wybrzeża Australii. To kraj położony na dwóch głownych, i wielu mniejszych wyspach, z czego Wyspa Północna oddzielona jest od Południowej cieśniną Cooka, która w najwęższym miejscu liczy 20 kilometrów. Powierzchnia państwa porównywalna jest do Japonni, lub do Wysp Brytyjskich, jednak liczba ludności wynosi zaledwie 4,5 miliona osób, z czego co trzeci mieszkaniec Nowej Zelandii zamieszkuje Wyspę Północną, a 1,4 miliona z nich samo Auckland. Stolicą kraju jest Wellington, które znajduje się w południowej części Wyspy Północnej i jest  najbardziej na południe wysuniętą stolicą na świecie. Nowa Zelandia, jest najbardziej odizolowanym państwem na naszej planecie, i dla nas Polaków chyba najbardziej oddalonym państwem jakie można odwiedzić. Maorysi (czyli rdzenni mieszkańcy kraju) nazwali tę krainę Aotearoa co oznacza kraj "długiej, białej chmury", bowiem z łódek, którmi przypływali widać było jedynie wysokie szczyty skąpane w białej chmurze. Dodatkową ciekawostką na temat kraju jest fakt, że żyje tam 7 razy wiecej owiec niż ludzi (niektóre statystki podają nawet, że 12 ... tak czy siak- duuuużo).
Wszystko to, oraz masa innych, równie ciekawych rzeczy zachęciło nas do odwiedzenia Nowej Zelandii. Po dość napiętym okresie, jakim była koncówka poprzedniego, oraz początek obecnego roku w końcu nadszedł czas wyprawy.  Na samym początku musimy zaznaczyć, że opis naszej podróży, oraz zamieszczone w galerii zdjęcia mają się nijak do tego co zobaczyliśmy. Ani opis, ani zdjęcia nie oddają piękna, oraz ogromu otaczającej nas przyrody, które było dane nam zobaczyć. Uchwycone przez aparat momenty to tylko cząstka tego co udało nam się doświadczyć. Początek naszej przygody okazał się być pechowy bowiem mieliśmy drobne problemy z lotem, który odwołany został na 10 minut przed wyjściem z domu, jednak szybko udało nam się zarezerwować lot na dzień następny i już 3.05 byliśmy w Auckland. Niestety z powodu opóźnionego lotu, straciliśmy cały dzień, który zaplanowaliśmy na zwiedzanie miasta. Dlatego też zaraz po przylocie nie tracąc czasu szybko załatwiliśmy wszelkie formalności związane z odprawą, oraz wynajmem samochodu i wyruszyliśmy na wycieczkę po mieście. Szybki spacer po okolicy, oraz wjazd na najwyższą na półkulli południowej wieżę- Sky Tower (328m) były wystarczającymi atrakcjami jak na pierwszy dzień. Z samego rana dnia następnego wyruszyliśmy w kierunku południowym, do Waitomo Caves, rejonu pod powierzchnią którego znajdują się jaskinie skalne o łącznej długości 45 km. Zaopatrzeni w pianki, buty, kaski, latarki i gumowe koła (służące za tratwy) wybalimy się do Glow Worm Caves, w której  wnętrzu mogliśmy zobaczyć osadzone na ścianach "świecące robaczki",  przypominające gwiazdy na bezchmurnym niebie. Były one szczególnie atrakcyjne wówczas gdy wyłączyliśmy umieszczone na kaskach lampki. Przeciskanie się przez wąskie szczeliny ciemnej jaskini, oraz skoki z wodospadów  w wodzie nie przekraczającej 10’C było było bardzo atrakcyjnym wstępem do naszej dwutygodniowej wycieczki. Z Waitomo, tego samego dnia ruszyliśmy w kierunku wschodnim. Po drodze zboczyliśmy do małej miejscowości o jakże dźwięcznej nazwe- Matamata, w okolicach której kręcony był Władca Pierścieni. Punktem docelowym tego dnia była Rotorua, miejscowość położona jest na terenach wulkanicznych, w okolicach której znajdują się czynne gejzery, oraz źródła termalne, w wodach których przyjemność mielśmy się wykąpać. Zapach siarki, przypominający fetor zgniłych jaj ogarniający całą okolicę początkowo był nie do zniesienia, jednak kąpiel w wodach o temperaturze 42’C zrekompensowała nam pewne niedogodności. Kolejnego dnia z samego rana wybraliśmy się z kolei do Parku Wai-o-Tapu, najbardziej kolorową i zróznicowaną geotermalnie okolicę kraju, w której widzieliśmy tryskający na wysokość 20m Gejzer Lady Knox, a także błotne, oraz kolorowe jeziora, których wody osiągają temperaturę 100’C. Po blisko dwu-godzinnym spacerze ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Tangariro, który jest najstarszym parkiem narodowym w kraju, gdzie zostaliśmy na noc. Pogoda niestety nie dopisała i zaplanowany na dzień następny spacer wzdłuż (podobno) jednej z najpiekniejszych jednodniowych tras Nowej Zelandi- Alpine Crossing, okazał sie być walką z deszczem i wiatrem. Przemierzając trasę przechodziliśmy nawet przy czynnych wulkanie Ruapehu, jednak gęsta mgła uniemożliwiła nam jego podziwianie.  18-sto kilometrową wędrówkę przerwać musieliśmy w połowie drogi, gdzie prędkość wiatru była tak duża, że postanowiliśmy zawrócić do auta i stamtąd ruszyć w kierunku Wanganui, gdzie zaplanowany mieliśmy kolejny nocleg. Jak się okazało właścicielem motelu, w którym spaliśmy był Pan Nowak- Niemiec polskiego pochodzenia, który przeniósł się do Nowej Zelandii wraz z całą rodziną 4 lata temu. W miejscowości tej jedliśmy też najtańszy obiad, za który za dwie osoby  zapłaciliśmy jedyne $8. Wydawać by się mogło, że cena wpłynąć może na jakość potrawy, jednak ryba z frytkami smakowała wyśmienicie, nawet za tak symboliczną opłatą. Z Wanganui, wzdłuż wybrzeża ruszyliśmy w kierunku stolicy Nowej Zelandii- Wellington gdzie dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Niestety bardzo silne wiatry, oraz deszcz ograniczyły nam możliwość zwiedzania. Postanowiliśmy jednak wybrać się samochodem wzdłuż lini brzegowej gdzie podziwiać mogliśmy cudowną panoramę miasta. Naszą uwagę przykuły również znajdujące się tam u podnóży gór garaże, a przy nich gondole, które z racji sporego kontu nachylenia były jedynym możliwym transportem do domów znajdujących się na szczytach. Wieczorem z kolei wybraliśmy się na szybki spacer po porcie, gdzie znaleźliśmy sporych rozmiarów tablicę upamiętniającą Dzieci z Pahiatau. Jak się okazało chodzi o przybyłą w roku 1944 pochodzącą z Polski załogę statku składającą się z 733 osieroconych w wyniku wojny dzieci i 105 opiekunów, którzy osiedlili się w Nowej Zelandii tworząc grupę polonijną. Natomiast dnia następnego o godzinie 9 rano wyruszyliśmy promem na Wyspę Południową o której w następnym poście. 

cdn.

See Ya!


Brak komentarzy: