piątek, 14 września 2012

Powrót do przeszłości

Witamy wszystkich bardzo serdecznie po dwumiesięcznej przerwie! :) Jak już zapewne większość z Was wie szczęśliwie i dość sprawnie po ok. 40h lotu i +/- 15 000 km dotarliśmy na lotnisko w Sydney. Podróż (nie licząc łzawego pożegnania z obu stron) przebiegła bezproblemowo. Wyruszyliśmy podobnie jak w zeszłym roku o 6:05 z lotniska w Pyrzowicach, by po nieco ponad godzinie lotu dotrzeć do Monachium. Tam, po około 7h przerwy (głównie przespanej) wkroczyliśmy na pokład AirBus'a a 330 chińskich linii lotniczych AirChina, który po 10h w powietrzu przetransportował nas do Pekinu. A w Pekinie co? A no w Pekinie chińska kadra paraolimpijska powracająca z igrzysk w Londynie. Zawodnicy ubrani w żółto-czerwone dresy przemknęli przez lotnisko dumnie prezentując swoje medalowe zdobyczne. My z kolei po szybkiej toalecie porannej postanowiliśmy uciąć sobie krótką drzemkę, która okazała się być drzemką aż czterogodzinną, wobec czego z dziewięciu godzin, które mieliśmy spędzić na lotnisku pozostało nam już tylko pięć. Będąc (w pewnym sensie) w Chinach nie mogliśmy przegapić okazji skosztowania prawdziwej chińskiej kuchni, wobec czego udaliśmy się do pobliskiej knajpki na zupę. Ową zupę z długim makaronem, mięsem i dodatkami musieliśmy jeść pałeczkami (tak pałeczkami, przy pomocy drewnianej łychy) co skróciło nam czas oczekiwania na kolejny samolot o dobrą godzinę :) Udając się na odprawę mieliśmy niemały problem w znalezieniu odpowiedniej bramki, bowiem sam terminal 3, z którego planowany był odlot ma ponad milion (!) metrów kwadratowych powierzchni, co w ramach ćwiczenia wyobraźni osiągnąć można łącząc wszystkie 5 terminali londyńskiego lotniska Heathrow + 17%. Wyobrażacie sobie?! A gdzie pozostałe dwa terminale?! Koniec końców udało nam się dotrzeć na wyznaczone miejsce, gdzie o godzinie 15:55 czasu lokalnego wyruszyliśmy w 12h drogę do Sydney. W samolocie w dość zabawnych okolicznościach (Bart głośno narzekał w języku polskim na przepychających się Azjatów) poznaliśmy Polaków, którzy podróżując dookoła świata zmierzali w kierunku Sydney. Po ok. 2h lotu mieliśmy międzylądowanie w Szanghaju, gdzie dwie godziny wystarczyły nam zaledwie na przejście z jednej odprawy na drugą, bowiem wielkość terminalu jest równie imponująca jak ta w Pekinie (jedyną różnicą jest to, że w Szanghaju terminale wyłożone są wykładziną). Parę minut po godzinie 8 rano czasu australijskiego wylądowaliśmy na międzynarodowym lotnisku Kingsford Smith, gdzie po szybkiej odprawie udaliśmy się do oddalonego o niecałe 4 km domu. Różnica czasowa dawała nam się we znaki, cały dzień był bardzo senny i męczący ale chcąc sprawnie poradzić sobie z tzw. jet jag'iem zamiast położyć się spać ruszyliśmy na zakupy w celu zapełnienia lodówki, później było już tylko gorzej ale udało nam się dotrwać do późnych godzin wieczornych, kiedy z czystym sumieniem mogliśmy położyć się spać. Bart niestety w trybie natychmiastowym musiał poradzić sobie z tą uporczywą przypadłością, bowiem już w czwartek rano musiał być w pracy, ja z kolei mam "ustawowe" dwa dni na regenerację, w sobotę natomiast pobudka o 5 i powrót do obowiązków :) 

Dodatkowo  chcielibyśmy podziękować wszystkim od Górzna, poprzez Mrągowo, Jastarnię no i oczywiście Śląsk za wspaniały czas, wiele szalonych i z pewnością niezapomnianych momentów, które spędziliśmy wspólnie. Powodzenia w roku szkolnym, akademickim, w życiu zawodowym i prywatnym :) Tym którzy (pewnie powinniśmy napisać "tym które" ale nie będziemy nikogo wyróżniać :p) w stanie błogosławionym wytrwałości do 9 miesiąca i dużo cierpliwości po rozwiązaniu. Co złego to nie myyyyy! :) 

Do szybkiego zobaczenia! :)

See Ya!



Brak komentarzy: