Czyżby mi się coś pomyliło? Niedawno przecież smażyliśmy pośladki na piaszczystych plażach Morza Bałtyckiego a teraz zamiast jesiennej aury wiosenne ciepełko? :) dokładnie tak! Sięgając pamięcią do zeszłego roku w głowach obrazują nam się zalane deszczem ulice, zakapturzeni przechodnie przeskakujący między kałużami, a tym czasem ... w tym roku Matka Natura szykuje nam chyba małą niespodziankę. Od 1 września w Australii mamy kalendarzową wiosnę, która charakteryzować powinna się swobodnym, nikomu nie rzucającym się w oczy przejściem między chłodnymi, deszczowo- wietrznymi dniami do tych coraz cieplejszych. Tym czasem wiosna w pełni, temperatura w granicach 30'C, bezchmurne niebo i cyrkulujący niczym w piekarniku ciepły wiatr ... Uwaga! podobno będzie jeszcze gorzej, sama nie wiem jak mamy przygotować się do nadchodzącego lata, które podobno nie oszczędzi nikogo! Żar (w przeciwieństwie do deszczu) lał się będzie z nieba. Ile prawdy w prognozach? Okaż się już za mniej więcej 2 miesiące :)
Spoglądając w kalendarz to już równo 3 tygodnie od naszego powrotu na Antypody. Wiele w tym krótkim czasie się wydarzyło. Przede wszystkim dość ciężki powrót do pracy. W przypadku Bartka natychmiastowe przestawienie się na czas lokalny, poranne pobudki i nawał pracy, który nie oszczędzał nawet weekendów skutecznie sprawił, że urocze, dwumiesięczne wakacje bardzo szybko stały się odległą przeszłością. W moim przypadku również łatwo nie było. Już nie chodzi nawet o konieczność wczesnego wstawania, tylko o zmierzenie się z rutyną. Po wspaniałych dwóch miesiącach słodkiego nicniecnieróbstwa, które urozmaicone były spontanicznymi wycieczkami trzeba było przestawić się na ośmiogodzinne stanie przy niecce basenu. Oprócz tego ci sami co dwa miesiące temu klienci, którzy zupełnie nic nie zmienili w swych codziennych przyzwyczajeniach ... ten sam szalony koleś uwielbiający rozmawiać z samym sobą dzielnie czeka o 5:55 na otwarcie basenu dopalając resztki papierosa; para profesorów z pobliskiego uniwersytetu wskakująca parę minut po 6 do sauny by wygrzać spracowane kości; kilku Azjatów usilnie próbujących przepłynąć długość pięćdziesięciometrowego basenu bez odpoczynku; no i oczywiście trenując od wczesnych godzin porannych dzieciaki marzące o olimpijskich laurach. Bardzo trudno było przestawić się na ten schematyczny tryb, jednak pomogli znajomi z pracy, którzy bardzo entuzjastycznie przyjęli mój powrót :) również stali klienci nie szczędzili ciepłych słów, oraz pytań dotyczących dwumiesięcznej nieobecności. W między czasie trzeba było ponownie wrócić do szkoły ... już nie wspólnie, tak jak to było uprzednio, teraz w pojedynkę zmierzam się z obostrzeniami wizowymi. A w szkole jak? A no w szkole dość znośnie póki co. Masa ważnych rzeczy do przyswojenia przed końcowym egzaminem, do którego pozostało zaledwie 2 miesiące może być trochę przygnębiająca ale najważniejsze, że ogólnie panująca na zajęciach atmosfera jest w porządku :)
A z przyjemniejszych rzeczy co? A no korzystamy z ładnej pogody, kosztujemy kuchni świata, spacerujemy brzegiem morza i łapiemy promienie słońca (oczywiście tylko wtedy gdy znajdzie się wolna chwila).
To tyle na dziś :) Wszystkim studentom owocnego roku akademickiego, łatwych kolosów, wielu godzin rektorskich i niezapomnianych imprez do białego rana :)
See Ya!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz