W dniach 19-28 październik w sydneyowskim kinie Ritz ma miejsce festiwal filmów polskich. W programie imprezy znalazło się sporo kinowych nowości, takich jak min.: "Róża", "Kret", "Lęk wysokości" czy "Galerianki". Organizatorzy zadbali również o to by australijska Polonia nie zapomniała o klasykach. W tej kategorii można było obejrzeć takie filmy jak: "Mania", "Faraon", "Ziemia Obiecana", "Constans", "Sanktuarium pod klepsydrą" no i oczywiście "Seksmisja". To właśnie na ten ostatni film, jako że emitowany był w sobotnie popołudnie wybraliśmy się ze znajomymi. Jako, że każdy z nas do kina dotrzeć musiał wprost po pracy mieliśmy około 15 minutowe opóźnienie. Jakież było nasze zdziwienie gdy po wejściu na sale wolne miejsca były jedynie w pierwszych czterech rzędach. Reszta sali była zajęta i to jak się później okazało nie tylko przez Polaków. Na całe szczęście dla nas projekcja filmu rozpoczęła się +/- z 30 minutowym opóźnieniem dlatego też spokojnie zdążyliśmy na jego początek. Lekka rekonstrukcja techniczna umożliwiła oglądanie filmu w najwyższej jakości, dodatkowo bardzo starannie przygotowane angielskie tłumaczenie pozwoliło nie tylko Polakom zrozumieć fabułę filmu. Po reakcji publiczności można było wywnioskować, że mimo upływu czasu komedia wciąż porywa publiczność. Przez dwie godziny sala pękała ze śmiechu, co oznacza, że mimo swych blisko 30 lat film wciąż jest bardzo aktualny i chyba taki już pozostanie. Jednak największa niespodzianka czekała na widzów tuż po zakończeniu filmu, gdy ostatnie napisy końcowe zniknęły już z ekranu dostojnym krokiem na salę wkroczył odtwórca jednej z głównych ról, wcielający się w rolę Maksa Paradysa - Jerzy Stuhr. O ile wygląd zewnętrzny od momentu premiery zmienił się znacznie, o tyle tuż po wypowiedzeniu pierwszych słów do mikrofonu bezbłędnie można było rozpoznać aktora. Przez kolejne kilkadziesiąt minut cierpliwie odpowiadał na zadawane pytania. Z bezpośredniego źródła dowiedzieć mogliśmy się o trudach kręcenie tego typu komedii w czasach komunizmu, a także o planach aktora na najbliższą przyszłość. Jako, że sala kinowa potrzebna była do projekcji kolejnego filmu część publiczności przeniosła się do kinowej kafejki by tam posłuchać ciekawych historii z życia Jerzego Shtura. Po wypiciu lampki wina, zrobieniu paru zdjęć i udzieleniu odpowiedzi na pytania ciekawych rodaków aktor pożegnał się przesympatycznie i udał się w kierunku wyjścia. Jakby tego było mało na projekcji filmu znalazła się jeszcze jedna "gwiazda". Gwiazda która dzięki epizodycznej, lub co najwyżej drugoplanowej roli wraz z początkiem XXI wieku stała się symbolem luzu, ubóstwianym niejako przez dorastających nastolatków. O kim mowa? No jak to o kim, o Lasce! :D Tomasz Bajer (bo tak się nazywa) mieszka sobie w Australii i ma się dobrze. Wprawdzie nie jest ambasadorem, nie jeździ po świecie jak Tony Halik, bunkrów też nie ma ale (chyba) i tak jest zajebiście :)
Tym jakże pozytywnym akcentem kończymy na dziś! :)
[parę nowych zdjęć w galerii]
See Ya!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz