czwartek, 7 lutego 2013

tłusty czwartek na Antypodach

Jak dobrze, że mamy Facebooka ... Znajomi jak zwykle nie zawiedli i w przed dzień przypomnieli o nadchodzącym tłustym czwartku. Jaka byłaby szkoda gdyby jedyny dzień w roku, w którym zajadamy się pączkami przeminął niepostrzeżenie. Albo co gorsze tak jak w zeszłym roku wiadomości ta dotarła dopiero ok 21. Mieliśmy wtedy zaledwie 3h na pączkowe szaleństwo. Wiecie ile kalorii wówczas poszło w te partie ciała, które były najmniej pożądane? W tym roku, na całe szczęście zreflektowaliśmy się dzień wcześniej i mogliśmy wytypować szczęściarza, który zaopatrzy resztę domowników w małe co nieco :) Jako, że padło na mnie z samego rana, w obawie, przed spragnionymi polskich pączków rodakami wyruszyłam do sklepu w celu zakupienia owych tuczących, niezdrowych, ale za to przesłodkich i szczególnie wyśmienitych w tymże dniu krepli :) Oczywiście będąc w polskim sklepie nie mogłam powstrzymać się od zakupu prawdziwej, polskiej podwawelskiej, która wobec australijskich kielbasopodobnych produktów jest dobrem niezwykle pożądanym, można by rzec luksusowym :D. Wracając jednak do ostatniego czwartku przed Środą Popielcową... ile planujecie zjeść dziś pączków? Macie jakieś limity w tym dniu czy zajadacie się tak długo aż ciężko jest się Wam podnieść z kanapy? A może w ogóle nie jecie w tym dniu pączków? Ja przed południem mam już za sobą całe 2 i wszystko wskazuje na to, że w drodze do szkoły przytrafi się kolejny, jednak z pewnością nie będzie on już tak wyśmienity jak ten zakupiony w polskim sklepie :)
Z innej beczki ... na Antypodach pogoda w kratkę. Styczeń minął pod znakiem 40'C upałów, z kolei wraz z początkiem lutego przeszło ochłodzenie. Po słonecznych i ciepłych dniach pojawiły się burze, wiatr i deszcz. Ostatni tydzień był niezwykle chłodny i nieprzyjemny, jednak odpukać ... od wczoraj znów miło i słonecznie. Co jeszcze nowego? Ano chyba tylko tyle, że powrócili z Polski nasi drodzy współlokatorzy :) co przywieźli? A no pooooolskie nalewki. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wwożenie do Australii wszelkich produktów spożywczych jest zabronione i surowo karane. Całe szczęście, drobne ryzyko się opłacało bowiem była wyjątkowo smaczna! :)

Pozdrawiamy serdecznie i życzymy słodkiego obżarstwa!

See Ya!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dzień dobry.
Z przyjemnością od początku czytam Wasz blog i kibicuję udanemu(mam nadzieję w dalszym ciągu)pobytowi na Antypodach.
Serdecznie pozdrawiam,życząc pomyślności-sympatyk z Gliwic
Jarosław Duński

ania i bart pisze...

Bardzo dziękujemy za miły komentarz i słowa otuchy :)

Dobrze wiedzieć, że wciąć ktoś zainteresowany jest lekturą.

Serdecznie pozdrawiamy z Sydney.