środa, 30 października 2013

miesięczna adaptacja

Mija blisko miesiąc od naszego powrotu na Antypody. Wydawać by się mogło, że po dwóch latach pobytu w Australii nasza sytuacja jest ustabilizowana. Nic jednak bardziej mylnego... Przez ostatnie cztery tygodnie układaliśmy wszystko praktycznie od początku. Znalezienie nowego lokum nie było wcale takie łatwe jakby się mogło wydawać. Z mieszkania, do którego wprowadziliśmy się zaraz po przylocie wyniśliśmy się szybciej niż przewidywaliśmy. Czynnikiem decydującym był brak internetu, co uniemożliwiało nadrabianie nagromadzonych przez dwa miesiące zaległości w szkole, jednak chłód i ciasnota, też nie zachęcały do dłuższego pozostania w tym miejscu.  Na ratunek przybyli nam znajomi, kórzy  wyjeżdzając na długi weekend poza Sydney zaproponowali nam nocleg u siebie. Podczas tych kilku dni udało się nie tylko nadgonić szkołę, ale także znaleźć parę odpowiadających nam ofert.  Po kilku inspekcjach trafiliśmy na mieszkanie, które momantalnie przypadło nam do gustu. Wprowadziliśmy się niemal od razu, co było nielada wyzwaniem, bowiem okazało się, że zgromadzonych przez dwa lata rzeczy jest dużo więcej niż myśleliśmy. Przenoszenie kartonów, worków i innych rupieci zajęło nam około tygodnia. W momencie, gdy ostatnie rzeczy zajęły swoje miejsca na półkach, a pudła zniknęły ze środka pokoju odetchnęliśmy z ulgą.  Mieszkanie znajduje się dzielnicy Rockdale (bardzo blisko poprzedniego domu), znaleźliśmy dwu pokojowy apartament, które dzielimy z bardzo sympatyczną Tajką. Sporych rozmiarów pokój z własną łazienką i dużym balkonem okazał się wyjątkowo trafnym wyborem. Siedząc sobie jednego wieczoru na tarasie doszliśmy do wspólnego wniosku, że nie są nam potrzebne żadne wczasy all inclusive, bowiem znajdujący się pod oknem basen z okalającymi go palmami pozwala nam poczuć wakacyjną atmosferę. A propos wakacyjnek atmosfery... bardzo ciężko było nam się przyzwyczaić po tak długim pobycie w Polsce do porannego wstawania. Kolejne wyjścia do pracy były niczym droga przez mękę, na szczęście przystosowywaliśmy się stopniowo. Nie rzuciliśmy się od razu na głęboką wodę, tylko powoli zwiększaliśmy sobie ilość obowiązków. Tym oto sposobem, Bartek po nieco ponad dwóch tygodniach rozpoczął regularną pracę, ja z kolei zsynhronizowalam sobie grafiki na trzech basenach, co w pewien sposób uatrakcyjnia często nudne zmiany. Dodatkowo jeden z basenów jest sezonowym, odktytym obiektem, gdzie ilość latających nad głowami papug rekompensuje znużenie. W tak zwanym między czasie korzystaliśmy również z wiosennej aury, która w tym roku jest wyjątkowo zmienna. Jednego dnia doświadczamy ponad 30sto stopniowych upałów, innego z kolei bardzo porywistych wiatrów. W ostatnich tygodniach Australia zmagała się również z potężnymi pożarami, co nie było bez znaczenia dla mieszkańców Sydney bowiem ogromna chmura dymu i zapach spalenizny unosił się nad miastem przed parę kolejnych dni. Na całe szczęście odpowiedno wyszkolone jednostki uporały się z grasującym w stanie Nowej Południowej Walii żywiołem. Niestety nie obyło się bez ofair, wiele osob straciło też dobytki swojego życia wszystko to przez wyjątkowo suchą i ciepłą zimę.

To tyle na dziś, życzymy wszystkim udanego długiego weekendu!


See Ya!

Brak komentarzy: