Wybraliśmy się ostatnio na mecz piłki nożnej... Wydawać by się mogło, że to nic nadzwyczajnego. Przecież pochodzimy z Polski, gdzie dyscyplina ta posiada niemal miano sportu narodowego. No właśnie ... miano sporty narodowego, dlaczego?! Przecież nasz drużyna od kilku dekad nie osiągnęła w tym sporcie nic nadzwyczajnego. No chyba, że liczyć udział w Euro2012 bez kwalifikacji jako sukces. Dlaczego wiec nie doceniamy bardziej sportowców, którzy na to zasługują, i którzy osiągnęli zdecydowanie więcej niż piłkarze? No dobrze, może inne dyscypliny sportowe nie są tak bardzo emocjonujące, nie mają tak regularnych rozgrywek i wreszcie nie są tak popularne. A dlaczego to nie są popularne chciałoby się zapytać? A no dlatego, że nie ma ich w TV, że nie są tak bardzo opłacalne, no i oczywiście nie przynoszą aż tylu wspomnianych już wcześniej emocji. Wracając do Australii i rzeczonych emocji... Po całym dniu w pracy, wczesnoporannej pobódce zdecydowaliśmy się pójść na mecz Australia - Kostaryka z myślą o tym, że obecna tam atmosfera pobudzi nas na tyle, że zapomnimy o zmęczeniu. Przed stadionem wydawać by się mogło, że czeka nas niezapomniane widowisko. Kilka ekip telewizyjnych, relacjonuje rozpoczęcie meczu na żywo, kibice w żółto-zielonych koszulkach (barwy Australii) spieszą w kierunku miejsc żeby zdążyć przed pierwszym gwizdkiem. Wchodzimy na stadion, i co nas zaskoczyło? Zero kontroli! Kasujesz bilet, przechodzisz przez bramkę i jesteś na stadionie (w sumie myśleliśmy o tym, żeby wnieść ze sobą race, pewnie Australijczycy by się zdziwili, ale nie chcieliśmy ryzykować bo mogliby to uznać za akt terroryzmu czy coś i po co nam tyle zamieszania :D). Na stadionie z kolei wielki rodzinny piknik. Kolejki po kiełbaski, hot-dogi, frytki, hamburgery i inne kwasy "trans", do tego piweczko (albo od razu cztery) i zestaw "małego kibica" gotowy. Zajmujemy miejsca na stadionie, w sumie to nawet nie te, które mieliśmy na biletach, tylko te duuużo lepsze, gdzieś w okolicach połowy boiska. Siadamy, a tam co? Z lewej pan w garniturze, w prawej zadbana para w średnim wieku zajada się muffinami popijając kawą. No dobra to jeszcze jeden i drugi hymn i gwizdek sędziego. Jest! Zaczęło się. Tylko komu teraz kibicować, Kostaryce czy Australii? Siedząc w sektorze Ozzików nie mogłam pozwolić sobie na zbyt wiele, ale w głębi duszy byłam jednak za Latynosami :D Wracając do meczu, na boisku zwarta, dynamiczna akcja niczym w 2967 odcinku Klanu, lub jak kto woli Mody na Sukces. Jeden podaje do drugiego, drugi mija się z piłką, co skutkuje przejęciem piłki przez drużynę przeciwną i tak w kółko. W pewnym momencie zaczęłam nawet oglądać mecz na telebimie bo miałam wrażenie, że tam jakby im lepiej szło. Wpada bramka. Stały fragment gry, rzut rożny dla Australii, zawodnik socceroos'ów dotyka piłkę w polu podbramkowym, ta odbija się od Kostarykańczyka i wpada do bramki (czyli klasyczny samobój jakby na to nie patrzeć). Jest! 1:0, wszyscy się cieszą (jakieś +/- 10 sekund) i to by było na tyle. Dziękuję, do widzenia, koniec meczu. Zero dopingu, zero emocji... Podsumowując wolę chyba jednak porządną oprawę z ogromnymi sektorówkami, donośne okrzyki kibiców, burdy, bijatyki i inne rewolucje jakie towarzyszą meczom piłki nożnej w Polsce i Europie bo jest w tym pasja i emocje. A gdy jest pasja i emocje człowiek wie, że żyje :) To tyle na dziś.
P.S.
A propos emocji na meczach piłki nożnej (kliknij)... niektórzy nie potrafią utrzymać ich na wodzy :D
See Ya!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz