środa, 29 stycznia 2014

to nie jest kraj dla biednych ludzi ...

Parafrazując tytuł filmu braci Coen można by rzec, że w nowy rok wpadliśmy z impetem, nakręceni niczym dziadkowe zegarki sprzed pięćdziesięciu lat. Poprzednia wiza, jak już zapewne większość z Was wie wygasła nam wraz z końcem poprzedniego roku. Mieliśmy więc dwa wyjścia- albo opuścić kraj w przeciągu 28 dni, albo zaaplikować ponownie. Wybraliśmy opcję numer dwa. Zaczęliśmy od wysłania aplikacji wizowej, której cena od ostatniego razu wzrosła z $700 od pary do $1230 za osobę. Dodatkowo ponad roczne ubezpieczenie, wpisowe i pierwsza rata za szkołę, czyli łączna wartość mniej więcej średniej klasy samochodu w Polsce. Nie ma jednak co narzekać, bowiem wiedzieliśmy co nasz czeka. Zarobiliśmy, zapłaciliśmy i zapomnieliśmy, jest ok. Przyznali nam wizę do kwietnia 2015 roku, czyli cenna informacja dla wszystkich tych, którzy planują nas odwiedzić- macie jakieś 15 miesięcy! :)
Jak się okazuje, to nie koniec atrakcji w nowym, 2014 roku. Praca ratownika (zwłaszcza na basenie), jak większość z Was się domyśla, nie należy do najbardziej ekscytujących. Generalnie rzecz ujmując przez całą zmianę obserwuje się basen, w którym raz jest więcej, a raz mniej osób. No chyba, że któreś z dzieciaków postanowiło akurat załatwić się do wody, to wtedy trzeba posprzątać i po użerać się z niezadowolonymi klientami, co trochę przyspiesza dość wolno upływający czas. Jednak tym razem nie o tym. Jakieś dwa tygodnie temu było trochę groźniej. Na jednym z basenów mamy dwie zjeżdżalnie, które zaprojektowane były jakieś 30 lat temu, co samo w sobie czyni je mniej bezpiecznymi. Zjeżdżalnie te są bardzo szybkie i mają wiele zakrętów, co okazuje się być dużo bardziej niebezpieczne dla dorosłych, bowiem są  wiele ciężsi od swoich pociech. Wracając do sena sprawy ... pewien pan, dość solidnych rozmiarów uderzył głową o zjeżdżalnię na tyle mocno, że stracił przytomność i bezwładnie wpadł do basenu pozostając pod wodą parę sekund. Pech w tym, że akurat  był to pierwszy zjazd nowej sesji i w tym samym momencie wpuszczałam jeszcze resztę dzieci na obiekt. Szczęście natomiast polegało na tym, że odzyskał od przytomność dość szybko i jakimś cudem udało mu się dotrzeć do schodów, gdzie wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Kołnierz ortopedyczny, deska, butla tlenowa i ambulans, który na całe szczęście pojawił się w niespełna pięć minut. Trochę nerwów, trochę strachu ale wszystko odbyło się szybko i sprawnie, co jest najważniejsze w tego typu wypadkach. 
Na tym nie koniec styczniowych niespodzianek. Razu pewnego postanowiłam zwolnić się do domu dwie godzinki wcześniej, bo pogoda kiepska, mało ludzi na basenie a w lodówce pustka. Chciałam więc wykorzystać okazję i uzupełnić zapasy. Niestety nie zdążyłam, wracając z pracy do domu jedną z dróg ekspresowych nagle z podziemi (jak to z resztą zwykle w Australii bywa) pojawił się korek, który niestety zauważyłam zbyt późno. Szybka reakcja, hamulce, pisk opon - BUM! Dziura w zderzaku u pani z przodu, chłodnica w naszym do wymiany. Ubezpieczenie? Posiadamy, ale jako, że załapałam się do grupy "25 and under" zapłacić musiałam $1050 opłaty wstępnej. Jeżeli koszt naprawy będzie niższy (co w przypadku Volkswagena Golfa raczej nie wchodzi w grę) to zwrócą różnicę, jeżeli nie to pokryją nadwyżkę. Ekspresowa wymiana chłodnicy w bezwartościowym Fordzie Laserze + $350. Super, człowiek sobie pracuje, ciuła grosz do grosza, planuje wycieczkę a tu masz ci los ... 
Nieeee, to nie wszystko. Styczeń się przecież jeszcze nie skończył. Mieszkamy w apartamentowcu, gdzie w godzinach 10-18 parkować można tylko na 2h (doskonale oczywiście o tym wiemy jakby ktoś pytał), dlatego też z reguły jak mam na rano parkujemy przy wejściu, jeżeli jednak na późniejszą godzinę zaparkować trzeba trochę dalej żeby uniknąć opłat. Wczoraj będąc przekonana, że jadę rano na poranne szkolenie zaparkowałam tuż przy wejściu. Na całe szczęście przed zaśnięciem sprawdziłam, że szkolenie jest nie na rano, tylko na popołudnie- (jest!) w końcu się wyśpię ... szkoda tylko, że zapomniałam o stojącym przy wejściu samochodzie + $100 mandat za zbyt długie parkowanie. 

WELCOME TO AUSTRALIA ... 

See Ya!

2 komentarze:

I want to learn from you ! pisze...

Ok, wszędzie tak samo. Pozdrowienia z Irlandii. Jak macie ochotę napisać coś o sobie na naszego bloga to dajcie znać www.geny.pl

Natalia Zimniewicz pisze...

Bardzo ciekawie napisane. Liczę na więcej.