piątek, 18 kwietnia 2014

nie bój się zmiany na lepsze :)

Ha! W Australii jednak wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jeszcze do niedawna wiedliśmy sobie spokojne życie na Rockdale. Praca, szkoła, filmy ... nuuuuda. Dwa tygodnie temu obrót o 180'. Zrządzenie losu zmusiło nas do zmiany mieszkania, a to dlatego, że poprzedni właściciel sprzedawał swój apartament i mieliśmy parę tygodni na znalezienie czegoś nowego. Podjęliśmy więc męską decyzję i postanowiliśmy przenieść się w zupełnie inne niż do tej pory miejsce. Wybór padł na Bondi Beach. Może nie jest to najbardziej trafna decyzja biorąc pod uwagę porę roku, jednak jak uda nam się przezimować tutaj parę miesięcy na pewno latem będzie już tylko lepiej. Sama przeprowadzka była dość skomplikowana logistycznie, bowiem nasz maleńki samochód miał pewne trudności z pomieszczeniem wszystkich naszych rzeczy. Koniec końców zrobiliśmy dwa kursy, plus jeden dnia następnego i jakoś się udało. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że przeprowadzaliśmy się w piątek, po pracy, także ulice zakorkowane były niesamowicie, co zmęczyło nas i opóźniło dość znacznie, jednak po sprawnym przeniesieniu rzeczy wykonaliśmy szybki telefon do mieszkającego nieopodal znajomego i rozpoczęliśmy weekend. Obecnie mieszkamy w starej kamienicy, w której są cztery mieszkania. W każdym mieszkaniu cztery pokoje, duży pokój gościnny, kuchnia i łazienka. Początkowo pokój nasz przypominał bardziej podupadający barak z obdrapanymi ścianami, jednak Bart wykorzystał swoje zdolności manualne i przemalował go raz dwa :) Obecnie mamy całkiem przytulne cztery kąty z widokiem na Rose Bay w odległości kilkuset metrów od Bondi Beach. W mieszkaniu, oprócz nas są dwie Francuski, które przyjechały dwa miesiące temu na wakacyjną wizę pracowniczą, Francuz, na tej samej wizie, oraz Holender, który odbywa półroczny staż w holenderskim konsulacie. Całkiem wesołe towarzystwo, chętne do wspólnej integracji. Zdążyliśmy już nawet zorganizować holenderską kolację, gdzie Marteen, wraz z kolegą przygotowali tradycyjne danie, które tłumacząc na polski było mielonym z puree ziemniaczanym, kapustą i boczkiem (swoją drogą myślałam, że tylko my jemy tak tłusto :D). Z innej beczki ... pogoda w przeciągu ostatniego miesiąca zmieniła się dość znacznie, czuć chłód, jest wietrznie i pochmurno, sporo też ostatnio pada ale czego w sumie spodziewać się po jesieni. Bartek obecnie ma pięciotygodniowe wakacje, także teoretycznie powinien trochę odpocząć, w praktyce wygląda to trochę inaczej, bowiem praca i życie towarzyskie wymagają dość sporego nakładu energii. Ostatniego dnia szkoły dostał dyplom potwierdzające jego zdolności językowe, które przyznać muszę zmieniły się znacznie od momentu przyjazdu do Australii :) 

Święta Wielkanocne za pasem a my nawet przez chwilę nie byliśmy w stanie poczuć właściwej im atmosfery. Wir przeprowadzki i nawał obowiązków, odwiódł nas zupełnie od tego co istotne. Dodatkowo brak najbliższych powoduje brak chęci do świętowania. Przez ostatnie dwa lata próbowaliśmy podtrzymać tradycję, święconka, świąteczne śniadanie ... w tym roku chyba będzie nieco inaczej. Cieszcie się wobec tego z tego i z kogo macie przy sobie :)

Wesołych Świąt Wielkanocnych! :)

See Ya!


1 komentarz:

Natalia pisze...

świetny blog ! wszystkie wpisy przeczytałam z wielką przyjemnością :) moim marzeniem od dzieciństwa jest wyjazd na stałe do Australii a dokładnie do Melbourne :) jestem już coraz "bliżej " wyjazdu" zostały mi niecałe pięć lat :) (dopiero rozpoczęłam studia) i mam nadzieję ,że moje plany się nie zmienią ! :D